środa, 23 kwietnia 2014

Chapter XXXII: Paxton

Nobody
- Tak, Justin, skarbie, jesteśmy całe i zdrowe. – Spokojny głos Kate starał się uspokoić stargane nerwy Justina. Bał się tego chrztu. Bał się o Michelle, o siebie i o to, jak on może zmienić ich związek.
            - Dasz mi Michelle do telefonu, Kate? – Zapytał z lekką nadzieją.
            - Justin, daj spokój, ona śpi. Jest środek nocy. – Mówiła dość spokojnie i cicho.
            - Ale ty nie śpisz. – Sapnął.
            - I tak bym ci jej nie dała. – Oznajmiła beztrosko. – Mam ci zdać raport z tego, co tu się działo podczas twojej nieobecności czy będziemy się dalej kłócić? – Usłyszał stukot szpilek, był to znak, że gdzieś wychodzi lub przechadza się po pokoju.
            - Mów. – Westchnął, kładąc się na łóżku.
            - Miley strasznie dobrze sprawuje się jako zarządzająca. – Zaśmiała się cicho. – Miałam rację. Od razu jak przyjechałam, oddała mi pełnię władzy. – Urwała na chwilę. – Podoba mi się jej bez buntowane zachowanie względem nas. – Powiedziała wesoło. – Pomijając fakt, że kocham rządzić.
            - Wiem o tym. – Justin lekko się uśmiechnął.
            - Dobrze nam wychodziło kiedyś rządzenie ludźmi, Bieber. – Mruknęła. – To było tak dawno.
            Zapadła między nimi cisza, którą żadne z nich nie chciało przerwać.
            - Boisz się o nią? – Spytała nagle. Na samym początku dostała ciężkie westchnięcie, ale po chwili usłyszała głos blondyna.
            - Jak cholera. – Jęknął. – Ty miałaś łatwiej.
            - Czym? – Spytała się chłodno. – Jeśli ja miałam łatwiej, to Michelle chyba by musiała mnie zabić. – Syknęła.
            - Zepsułeś mi humor, Bieber. – Syknęła. – Do jutra.
            Nie czekając na odpowiedź, rozłączyła się, a blondyn wydał z siebie ciężkie westchnięcie. Wiedział, że przez te 7 dni bez niej zwariuje, tym bardziej, że nie dowie się nawet, czy u niej jest w porządku…




            Kate rozsiadła się wygodnie w fotelu  Miley, który wcześniej należał do Justina.
            - Nic tu się nie zmienia. – Mruknęła, kładąc nogi na biurku. – Zmęczyłam się tą podróżą, daleko tu.
            Miley zaśmiała się lekko, wypuszczając ładne i  równe kółko dymu z jointa. Następnie przygryzła krwistoczerwoną dolną wargę, lustrując Kate wzrokiem.
            - Mils, nie patrz na mnie takim wzrokiem. – Jęknęła sfrustrowana. – Mówiłam ci, nie uprawiam seksu z dziewczynami.
            - Kate, ty uprawiasz seks tylko z Justinem, nikim więcej. – Blondynka wywróciła swoimi niebieskimi oczami.
            - Niedługo to zmienię, ale najpierw muszę znaleźć kogoś godnego. – Oznajmiła, grzebiąc w szufladzie. – Tak w ogóle, dobrze cię widzieć. Władza dobrze ci robi, zmieniłaś się. – Zerknęła na nią.
            Miley miała krótkie blond włosy, wygolone po bokach. Jej niebieskie oczy potrafiły czasem w ogóle nie okazywać uczyć. Pełne usta kusiły każdego chłopaka. Ubrana była w białą krótką bluzkę, która kończyła się dokładnie za biustem. Kate mogła sobie uciąć głowę, że nie miała na sobie stanika. Czarne spodenki z wysokim stanem, ukazywały jej długie, szczupłe nogi. Na stopach miała czarne szpilki z kolcami. Do tego założyła czarną, rozpinaną męską bluzę.
            - Zaraz, zaraz… - Kate jeszcze raz obiegła wzrokiem jej strój. – Ja ci kupiłam te rzeczy, ty lesbo jedna. – Krzyknęła, rozbawiona.
            - Może. – Miley zachichotała.
            - Z kim ja żyję? – Jęknęła, rozkładając się w fotelu.
            - Nawet nie wiesz, jak dobrze jest czasem wrócić do starego otoczenia. – Dodała po chwili. – Stare, dobre czasy.
            - Nie próżnowaliście wtedy z Justinem. – Poruszała brwiami.
            - Nie mieliśmy już co stracić, w końcu Jaylin była wszystkim, co posiadaliśmy oprócz siebie.
            - Wiesz, co Kate?
            - Hm? – Spojrzała na nią wyczekująco.
            - Zazdroszczę ci tego, że masz Justina. – Mruknęła. – Kurewsko mocno, co z tego, że będziecie mieli swoje oddzielne rodziny, to i tak dla siebie będziecie. To, co między wami jest cholernie mocne i… - Pokręciła głową, opierając czoło. – I wkurwiające. Mało osób ma takie relacje jak wy. Zawsze wam tego zazdrościłam.
            - No tu jest właściwie problem. – Zaśmiała się ponuro Kate. – My nie umiemy się z siebie wyleczyć. – Szepnęła i spojrzała się w niebieskie tęczówki. – Boję się jednego. – Mruknęła. – Boję się, że kiedyś przez przypadek Justin zdradzi Michelle ze mną lub ja zdradzę mojego ukochanego z nim… - Zamilkła.
            - Sądzisz, że bylibyście do tego zdolni?
            - My jesteśmy zdolni do wszystkiego, Miley. – Powiedziała chłodno. – Nawet do zabicia siebie nawzajem. – Wyszeptała.

            Michelle
            Byłam jak we śnie, dryfowałam? Może. Pojedyncze, nic nie znaczące, zdania plątały mi się po głowie. Gdzie byłam? Nie wiedziałam. Czułam się obudzona, lecz powieki były zbyt ciężkie, żeby je podnieść. Natomiast głowa wręcz pulsowała z niemiłosiernego bólu. Chciałam dalej spać.
            Nagle usłyszałam głośny huk, jakby ktoś zatrzasnął ciężkie drzwi. Moja głowa przedzieliła się na pół z bólu. Nie byłam w stanie racjonalnie myśleć.  
            - I jak? – Damski głos, trochę nawet znajomy, rozniósł się po pomieszczeniu, mieszając się ze stukaniem obcasów.
            - Jeszcze śpi, niedługo powinna się obudzić. – Odezwał się męski głos.
            - Dzisiaj ostatni raz ją odwiedzam. – Podeszła bliżej. - Obskurnie tu.
            - Nie możesz się spodziewać cudu, Anabel. – Odezwał się.
            - Tris, czy ty chcesz mnie wkurwić? Wiesz, że nie lubię tego imienia. – Warknęła.- Spróbuj wyciągnąć od niej najwięcej jak się da.
            Następnie usłyszałam stukot obcasów i ponowne trzaśnięcie drzwiami, przez które moja głowa kazała mi natychmiast usnąć. Przeniosłam się do świata, w którym nie czułam bólu.

First day.
            Chłód owiał moje ciało, powodując jego lekkie drżenie. Trzęsąc się z potwornego zimna, czułam się jakby było -10 stopni Celsjusza, uchyliłam lekko powieki. Dookoła mnie była ciemność, przez którą musiałam kilka razy zamrugać oczami. Moja głowa bolała tak mocno, że dopiero w momencie, kiedy chciałam się lekko podnieść zorientowałam się, że leżę na podłodze. Zimny, zapewne brudny i goły beton był jedynym, co na razie udało mi się zidentyfikować w mrocznym pomieszczeniu.
            Zimno i ciemność połączone razem z niewiedzą o swoim miejscu pobytu powodowały tak ogromny strach, że mogłabym dostać ataku paniki.
            Michelle, weź się w garść!
            Po zbesztaniu się w myślach, położyłam głowę na zimnym betonie i zaczęłam pocierać palcami skronie. Modliłam się, żeby to coś pomogło w chociażby najmniejszym stopniu. Niestety, nie dawało to żadnych efektów. Przetarłam twarz rękoma, kiedy drzwi lekko się uchyliły.
            Mój oddech przyśpieszył. Ktoś przetrzymywał mnie w swojej piwnicy i właściwie zaraz stanie przede mną. Ta myśl była tak okropna, że poczułam jak moje ciało zaczyna się jeszcze bardziej trząść.
            Drzwi otworzyły się szerzej, bijąc jaskrawym światłem. Zmrużyłam oczy, próbując coś dostrzec oprócz ostrego światła. Na marne.
            - Widzę, że nasza śpiąca królewna się obudziła. – Zaśmiał się cicho męski głos, który był niezmiernie seksowny.
            Ugh, Michelle. Masz chłopaka, a ty myślisz o głosie nieznajomego, który cię porwał.
            Słyszałam jak stawiał głośno każdy krok, który roznosił się echem po całym pomieszczeniu. Przystanął przed jedyną smugą światła w całym pomieszczeniu. Zaśmiał się.
            - Boisz się? – Spytał melodyjnym głosem, najwidoczniej rozbawiony tym wszystkim.
            Nie odpowiedziałam z powodu wielkiej guli w gardle doprawionej niezwykłą suszą.
            - Odpowiedz! – Krzyknął, najwidoczniej nie ucieszony ciszą.
            - Ta-ak. – Wydałam z siebie zachrypnięty pisk, który ledwo co przeszedł mi przez gardło. Odchrząknęłam. – Gdzie-e jestem? – Spytałam bardziej pewnie.
            - Jestem Paxton. – Wstąpił w smugę światła. Jego ciemne oczy świdrowały we mnie dziurę, kiedy usta wygięły się w dumnym i sarkastycznym uśmieszku. – Witaj w piekle. – Rozłożył podniesione ręce na boki, a na jego słowa zrobiło się tak jasno, że niemal oślepłam. Zasłoniłam oczy i zwinęłam się w kłębek, wydobywając z siebie najgłośniejszy pisk, na jaki mnie było stać. W odpowiedzi dostałam śmiech, ten piękny sarkastyczny śmiech.
            I nagle jak za dotknięcie czarodziejskiej różdżki stało się ciemniej. Otworzyłam zmęczone oczy. Zamrugałam kilka razy, chcąc się pozbyć mroczek. Prawie nic nie widziałam. Kiedy odzyskałam ostrość w oczach, rozejrzałam się po mieszczeniu. Brunet stał tam, gdzie wcześniej z tym samym uśmieszkiem.
            Pyton był przystojnym chłopakiem z ciemnymi wygolonymi po bokach włosami, lecz nie miał postawionej grzyki do góry takiej jak Justin. Jego strasznie ciemne tęczówki, patrzyły na mnie z błyskiem. Jego oczy przypominały oczy diabła, ciemne z czerwonym błyskiem, który był spowodowanym czerwonym światłem, które nas otaczało. Tatuaży miał mnóstwo, dwa rękawy, które biegły od palców aż po koniec ramienia. Był bez koszulki, a nogi okrywały spodenki koszykarskie.
            - Jak masz zna imię? – Spytał się po chwili, pochodząc bliżej.
            - Michelle. – Wyszeptałam cicho, kiedy klęknął przede mną. Spuściłam głowę.
            - Michelle… - Powtórzył, podnosząc mój podbródek. – Obydwoje wiemy, dlaczego tu jesteś. – Powiedział cicho, po czym wstał i wyszedł.
            Oboje wiemy, dlaczego tu jesteś.      
            To zdanie powtarzałam w myślach, chcąc dowiedzieć się dlaczego. Szukałam tej odpowiedzi tak długo, aż usnęłam z bólu głowy.


Second day
            Obudziłam się najprawdopodobniej następnego dnia, wskazywało to na ilość światła słonecznego, które wypełniało pomieszczenie. Głowa nadal mnie bolała, lecz mniej niż wcześniej. Przeciągnęłam się lekko, czując ból w kościach z powodu niewygodnej pozie na jeszcze bardziej niewygodnej podłodze. Mój brzuch domagał się jedzenia, a gardło picia.
            Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam trochę chleba i wody, leżące obok mnie. Od razu złapałam za kromki i jadłam tak szybko, że nie zauważyłam, kiedy wszystko zniknęło. I nagle ogarnęła mnie panika. Nie wiedziałam, na ile miały mi dostarczy te 3 kromki chleba. Przełknęłam głośno ślinę i wzięłam łyk wody, musiałam chociaż ją zostawić na później.
            Usiadłam, opierając się o ścianę. Zaczęłam się zastawiać, dlaczego tu trafiłam i ile czasu tu spędzę. Nie wiem, ile tak siedziałam, ale patrząc na przemieszczenie się światła, to dość długo. Westchnęłam głośno.
            Jakiś czas później, naprawdę nie wiem kiedy, do pokoju wszedł Paxton. Uśmiechnął się do mnie i stanął na środku.
            - Wyspałaś się? – Zaśmiał się. – Po co ja się pytam, pewnie że nie. – Odpowiedział sam sobie. – Masz jakieś pytania do mnie? Bo ja do ciebie dużo . – Oblizał usta.
            - Dlaczego tu jestem? – Spytałam się cicho.
            - Jesteś tu przez jedną osobę. – Mruknął. – Twojego ukochanego. – Zaśmiał się, kiedy ja spanikowana przełknęłam ślinę. Co jeśli to ta osoba, którą mam zabić w najbliższej przyszłości?
            Zaczęłam szybko przypominać sobie wszystkie lekcje z Justinem i Kate. Nagle przed moimi oczami stanęła mi jedna scena, kiedy miałam pierwszą lekcję.
            - Pamiętaj, cokolwiek by się stało. Ja nie znam ciebie, ty nie znasz mnie. Udajesz głupią, tak samo z Kate. – Głos Justina wypełnił moje myśli.
            - Nie wiem o czym mówisz. – Mruknęłam trochę drżącym głosem. Zaśmiał się.
            - Nie wiesz? – Uniósł jedną brew. – To może ci przypomnę. – Klasnął w dłonie, a na ścianie naprzeciw mnie pokazało się zdjęcie Justina. Ubrany był w białą bluzkę i ciemne spodnie, kiedy mijał samochody. Rozmawiał z kimś przez telefon, poprawiając okulary. – Justin Bieber. Jednej z najgroźniejszych osób w całym Los Angeles. Nie mówi ci to coś?
            - Nie-e. – Jąkałam się, po czym odchrząknęłam. – Nie.
            - Na pewno? – Zachichotał i pstryknął palcami, a zdjęcie zmieniło się. Teraz widziałam siebie, idącą obok Harrego, natomiast przed nami stał Justin. Opierał się o maskę samochodu z papierosem, kiedy Kate mówiła coś do nas.
            - Czyli nie znasz Justina Biebera? – Spytał się sarkastycznie. – Przemyśl to.
            Posłał mi uśmiech i tak po prostu wyszedł. Wlepiłam wzrok w zdjęcie, które nadal widniało na ścianie. Nie wiem, czy ten cały Pepton chciał się nade mną znęcać psychicznie. Nim się obejrzałam, zdjęcie zmieniło się. Moje oczy rozszerzyły się kiedy zorientowałam się, że to zdjęcie było zrobione w domu Pattie. Justin siedział na łóżku z twarzą w dłoniach. Był załamany.
            On był załamany. Obydwoje nie wiedzieliśmy, co ze mną będzie. Jeśli to Paxton jest jednym z ludzi Isaac, to już po nas. Nigdy więcej się nie zobaczymy. Nigdy więcej go nie pocałuje, nie przytule ani po prostu nie usłyszę jego głosy. Jesteśmy skończeni.
            Rozpłakałam się, tak po prostu.


Third day
            - Pobudka. – Ktoś głaskał moją twarz, chcąc mnie obudzić. Uśmiechnęłam się lekko.
            - Jeszcze chwilkę, kochanie… - Wymamrotałam.
            - Nie spodziewał bym się tego po tobie, skarbie. – Mężczyzna zachichotał. Paxton.
            Otworzyłam szeroko oczy, odsuwając się od niego. Od razu skuliłam się w kącie pomieszczenia, byle być jak najdalej od niego. Ubrany dzisiaj był w ciemny T-shirt i jeansy.
            - Nie jestem twoim skarbem. – Udało się warknąć na niego.
            - Zły ruch suko. – Splunął, podchodząc bliżej. – Na mnie się nie warczy. – Wyszeptał mi w usta. – Ładna jesteś. – Przejechał palcem wskazującym, wzdłuż mojego polika. – Nie dziwię się, że jesteś dziwką Biebera. – Zaśmiał się.
            - Nie jestem niczyją dziwką. – Zaprzeczyłam.
            - Czyżby? – Uniósł jedną brew, a zdjęcie za nim się zmieniło. – A tam nie wyglądacie, jakby zaraz mieli się pieprzyć? – Odsłonił mi widok.
            Kolejne zdjęcie zrobione z ukrycia, na którym tym razem obściskiwałam się z Justinem, będąc dociśniętą do ściany. Paxton wstał, badając moją twarz. Starałam się zrobić wszystko byle nie patrzeć na zdjęcie, które przywoływało wspomnienia.
            - Czyli Justin nie jest twoim chłopakiem? – Spytał, po czym wyjął paczkę papierosów. Wyjął jednego szluga, którego włożył miedzy malinowe usta. Następnie podpalił go, chowając zapalniczkę z powrotem do pudełka.
            - Gdzie moje maniery? – Zaciągnął się, wypuszczając słowa razem z dymem. – Chcesz? – Wyciągnął paczkę w moją stronę. Pokręciłam głową,
            - Szkoda. – Wzruszył ramionami i schował ją z powrotem do jeansów. – No to? – Spytał mnie, rozpraszając swoim paleniem. Jego pełne usta, dosłownie pieprzyły papierosa.
            Kurwa, Michelle, ogarnij się.
            - Odpowiesz mi? – Powiedział trochę groźniej, wyrywając mnie z myśli.
            - Ni-e, J-u-ustin ni-e jest moim chłopakiem. – Na początku ciężko było mi to powiedzieć, ale hej, on jest moim narzeczonym.
            - Czyli jesteś jego dziwką od pieprzenia. – Stwierdził, rozbawiony.
            - Nie, nie jestem. – Zmroziłam go wzrokiem.
            - To kim jest dla ciebie Justin Bieber? – Spytał się, kpiąco.
            - On jest… - Przygryzłam wargę. – Chłopakiem mojej przyjaciółki. – Wybrnęłam?
            - Oh, doprawdy? – Uniósł brwi. – Kogo?
            - Kate. – Odparłam bez zastanowienia.
            - Oh, czyli znasz Kate Jass? – Spytał z błyskiem w oku. – Robi się coraz ciekawiej. Dziwki Biebera się przyjaźnią. – Strzepał popiół z papierosa.
            - Nie jestem niczyją dziwką. – Wrzasnęłam.
            - Shh… Na mnie się nie krzyczy. – Stwierdził. – Jesteś dziwką, skoro uwiodłaś chłopaka swojej przyjaciółki. Właściwie niezły z niego skurczybyk. Zdradza ja na każdym kroku. – Oblizał usta.
            Coś mnie ukuło w sercu, a kolor z mojej twarzy odpłynęły. Czy on grał na moich uczuciach? Jeśli tak, było to strasznie chamskie posunięcie, wręcz poniżej pasa.
            - O czym mówisz? – Starałam się, żeby mój głos był pewny siebie, a moja twarz nie pokazywała uczuć.
            - O tym. – Jak na zawołanie zdjęcia na ekranie zaczęły się zmieniać.
            Justin całujący w policzek jakąś blondynkę.
            Justin tańczący w klubie z jakąś brunetką.
            Justin idący za rękę z dziewczyną wyglądającą jak modelka.
            Kolejne zdjęcie i kolejne, i kolejne, i kolejne.
            Moje oczy zaszkliły się, nie mogłam na to patrzeć. Kiedy ja byłam uziemiona w domu, on mnie zdradzał balował. I wtedy miałam już gdzieś, co się ze mną stanie. Nie miałam dla kogo już żyć. Uciekłam z poprawczaka z chłopakiem, który stał się moim przekleństwem. Pociągnęłam nosem, kiedy Paxton podszedł do mnie i uklęknął obok.
            - Biedna, mała zraniona Michelle. – Pogłaskał mój policzek, po czym mocno uderzył mnie w policzek, aż odrzuciłam głowę w bok. – Nie okłamuje się mnie. – Warknął – Mogę się na nim zemścić. Wystarczy, że mi powiesz o wszystkim, co wiesz. – Mruknął.
            - Ja nic nie wiem. – Powiedziałam słabo.

            - Kłamiesz. – Ryknął na mnie i znów mnie uderzył. – Przemyśl to. – Powiedział poważnie i wyszedł. 

44 komentarze:

  1. Jak to jest, że Kate nic nie wie?
    czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Troche sie pogubilam. Ona na serio zostala porwana czy to jest ten chrzest? O_o

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne , pisz dalej szybciutko ;d

    OdpowiedzUsuń
  4. ALE ON JĄ PORWAŁ CZY T JEST TEN CHRZEST? POGUBIŁAM SIĘ JUŻ xD Czekam nn i życzę dużo weny Misia :*
    http://prawda-klamstwo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. O pierdziele. To jest tak bardzo poplątane... Ale kocham to.xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurde! To chrzest czy co?
    Mam nadzieję ,że ogarne to jakoś. Kocham to! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy to przez to że masz tyle na głowie, i nie chcę cię obrażać bo lepiej bym tego nie napisała, ale trochę galimatias jest -.- A z Michelle zrobiłaś głupią, bo przecież wydała że zna Kate, a nie mogła... takie trochę dziwaczne to -.- Ale cóż, ty piszesz, nie wiem, ale to jest moje zdanie, chociaż kocham tego bloga, to następnym razem zastanów się, nad tym co piszesz :)) :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny!!! Tylko trochę dziwne że. Kate się nie pokapowała że Michelle zniknęła..... Ale i tak jest super!! Czekam na nn <33
    Xoxo

    OdpowiedzUsuń
  9. To już jest chrzest czy serio ją porwali a Kate nic nie wie ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ogarniam tego rozdziału :/

    OdpowiedzUsuń
  11. To ten chrzest czy co!?
    Pogubiłem się...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ymm no ten rozdzial fajny ale za bardzo to nwm o co w nim chodzi ;o czekalam na niego dosc dlugo a teraz chuj nic nie kumam xd nie mowie ze jest y bo nie jest ale pomieszalas chyba albo ja nie rozumiem xD to troche niemozliwe zeby to byl chrzest juz poniewaz kate pow justinowi ze ona spi czyli musieli ja porwac a kate albo z nimi wspjlpracuje albo kurwa nwm jest glupia i nic nie wie :/

    OdpowiedzUsuń
  13. wow wow wow <3 <3 Kocham to ff czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  14. pogubilam sie ....ale wydaje mi sie ze on ja porwal ,bo na koncu moil ze moze sie na nim zemscic



    dobra nie moge sie doczekac nastepnego xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostroooo*.* no ciekawe czy się wygada czy nie*.* no no no dzieje się*.*

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudowny *.*,czekam na następny *.*

    OdpowiedzUsuń
  17. No to chrzest czy porwanie - pogubiłam się.
    Świetnie piszesz! Czekam na następny z zapartym tchem ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Porwał ja czy to jest chrzest? O.o

    OdpowiedzUsuń
  19. Hmm...widzę, że nie tylko ja się "lekko" pogubiłam :P
    Chrzest? Porwanie? Stawiam na porwanie skoro Kate nic nie wie, a ten koleś ciągle dopytuje o Justina hmm...albo tak ma być? Może Kate ma udawać, że nic się nie stało? Może chrzest polega na "oddaniu" Michelle w ręce wroga? :O

    FNGVSJNVAKCFNDKJ moje rozkminy hahahahaha :D
    Czekam z niecierpliwością na następny :*

    @ameneris

    OdpowiedzUsuń
  20. Wedlug mnie to jest wlasnie ten chrzest... Michelle myśli ze została porwana a ten mężczyzna torturuje ja tylko dlatego aby sprawdzić czy boi sie i przyzna sie do wszystkiego i Justin beda wiedzieli ze ona jest niegotowa albo dalej będzie nieugieta i pomimo strachu nic nie pisnie i chrzest bedzie uwazany za udany. Ae to tylko moja wizja tego wszystkiego a rozdzial swietny i czekam na kolejny ;**

    OdpowiedzUsuń
  21. Świetny nie mogę doczekać się kolejnego :*

    OdpowiedzUsuń
  22. To katy przyszła wtedy do Michelle Tyle że tamten chłopak nazwał ją Anabel a ona ma tak na drugie imię.

    OdpowiedzUsuń
  23. Kocham <3
    Czekam na next.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  24. Kocham twojego bloga .. ja na miejscu Michelle nienawidzilabym kate i justina.. znaczy justin to jej narzeczony ale po pierwsze oni ja wykorzystują pk drugie on jej sie nawet nie oswiadczyl po prostu jej oznajmil.. nienawidze tego jak oni ja traktują. . Na jej miejscu już dawno bym od nich uciekla.. jeszcze ten chrzest. . A może ona nie chce z nikim walczyc. Zniszczyli jej życie...

    OdpowiedzUsuń
  25. Najlepszy blog tego typu :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Super! Nie mogę się doczekać następnego!

    OdpowiedzUsuń
  27. Zapraszam :)http://ostatni-beda-pierwszymi.blogspot.com/2014/05/rozdzia-1_8.html

    OdpowiedzUsuń
  28. Ciekawe co będzie z Michelle.. Super notka :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja myślę, że to ten chrzest.

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy następny?
    Był super !

    OdpowiedzUsuń
  31. Kocham to :* Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  33. Hej hej kiedy nowy? :)

    @ameneris

    OdpowiedzUsuń
  34. Cudny xx kiedy nowy ? :))
    Paula xx

    OdpowiedzUsuń
  35. Przeczytałem nawwet ok @dawiidko

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy