niedziela, 6 kwietnia 2014

Chapter XXXI: Kidnapped


Michelle
            Siedziałam w jadalni, kiedy zostałam zupełnie sama w domu. Pattie postanowiła gdzieś zabrać Kate, żeby mogła się pozbierać psychicznie do kupy, a ja zostałam w domu w celu bezpieczeństwa. Niestety, nie wolno mi go opuszczać, dopóki nie przejdę przez ten gówniany chrzest.
            Pewno się zastanawiacie, gdzie jest Justin? Ja też bym chciała wiedzieć. Według Kate ma być tu lada chwilę, żebym nie została na dłuższą metę sama. Obchodzą się ze mną jak z pierdolonym dzieckiem, kiedy ja mam już prawie skończone osiemnaście lat. 
Mój wzrok był wbity w zdjęcie Jaylin.
Czy byłam zła? Nie, ja byłam wściekła. Chociaż nie można by tego powiedzieć, patrząc na moją postawę. Siedziałam w kompletnej ciszy, spokojnie. Dosłownie, jakbyście weszli do psychiatryka i spotkali najbardziej zamkniętą w sobie dziewczynę. Nic nie mówiłam, nie ruszałam się, nawet mało co mrugałam. Czekałam w spokoju, aż Justin wróci. W mojej głowie trwała III wojna światowa, kiedy na zewnątrz był całkowity spokój.
Ciszę przerwał dźwięk przekręcanego zamka. Wrócił. Chociaż układałam sobie już milionowy scenariusz w mojej głowie, to i tak nie byłam chyba jeszcze gotowa na tą rozmowę. A może nigdy nie będę? Czułam się jak żona, która przyłapała swojego męża na zdradzie. Mówię poważnie.
- Już jestem, Mich. – Zawołał, zamykając drzwi. Następnie usłyszałam kroki, które prowadziły do salonu. – Mich? – Usłyszałam niepewność w jego głosie, kiedy z wahaniem stawiał kroki na panelach. Natomiast ja nadal siedziałam w tej samej pozie.
- O tu jesteś. – Wydał z siebie wetchnięcie ulgi, kiedy przekroczył próg jadalni. Nie widziałam za dobrze jego twarzy, lecz czułam że się uśmiechał. Nie widząc u mnie żadnej reakcji, najwidoczniej powędrował za moim wzrokiem.
- Oh. – Odezwał się, kiedy zrozumiał, na co się patrzę. Podszedł bliżej. – Mich, ty brałaś tabletki prawda? Kate ci je przecież załatwiała. Nie możesz być w ciąży. – Powiedział ze skruchą i taką jakby bezradnością w głosie. Bał się. 
- Mich? – Spytał się, podchodząc jeszcze bliżej. Nie uzyskał odpowiedzi. – Michelle, spokojnie. Damy radę z tym dzieckiem. – Powiedział powoli.
- Spójrz na datę. – Powiedziałam chłodno, przerywając tą głupią grę. Jednak nadal nie uraczyłam go spojrzeniem. Justin zmarszczył brwi i sięgnął po zdjęcie. Przez chwile w dezorientacji studiował je zaciekle, kiedy wreszcie doszedł do sedna.
- S-skąd to masz? – Spytał się łamliwym głosem.  Nie odpowiedziałam. – Skąd to masz? – Powtórzył stanowczo.
- To nie jest w tej chwili ważne. – Wycedziłam, dziwiąc się dlaczego jestem aż taka spokojna.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie. – Stwierdził. – Jeszcze raz, skąd to masz?
- Z twojego rodzinnego albumu. – Powiedziałam wreszcie. – Dlaczego?
- Dlaczego co? – Nie wiem, czy on udawał głupiego, czy naprawdę nim był.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś o Jaylin?! Nie sądzisz, że powinnam wiedzieć, że miałeś mieć dziecko?! Jesteśmy razem do cholery! – Wybuchłam, po czym schowałam twarz w dłoniach. – Myślałam, że w związkach liczy się szczerość. Ale czego ja się spodziewałam po pierdolonym Justinie Bieberze?
- Michelle… - Zaczął, ale mu przerwałam.
- Może teraz powiesz mi, że to nie było istotne? – Spytałam, chociaż znałam odpowiedź na to pytanie. – To wybacz mi, ale niestety, było. – Zaakcentowałam ostatnie słowo.
- Zrozum, ja chciałem…
- Chciałeś zapomnieć. – Dokończyłam. – Albo powiedzieć mi po ślubie. Piękny plan nieprawdaż? Jakbyś się czuł, jakbym to ja była kiedyś w ciąży i przed tobą to ukrywała?
- Michelle, to jest inna sytuacja.
- Justin! – Krzyknęłam. – Dobrze, to nie jest zdrada. Nie znaliśmy się wtedy, ale mogłeś mi powiedzieć! A ty zamiast tego, ukrywasz wszystko! Wiesz jak ja się czuję?!
Milczał.
- Czuję się oszukana i okłamana. – Powiedziałam smutno. – I to dzień przed wyjazdem na jakiś pieprzony chrzest.
- Przepraszam. – Odparł ze skruchą. – Ale moim zdaniem, to nie powinno cię obchodzić.
- Mylisz się. To mnie obchodzi. Ty miałeś miliony dziewczyn, kiedy ja przed tobą miałam jednego chłopaka. Do tego jeszcze zrobiłeś dziecko. To jest bardzo ważny fakt w życiu Justin. Ja nie zaszłam w ciążę.
- Ja też nie. – Odparł.
- Widzę, że cię do bawi. – Zaśmiałam się sarkastycznie. – Chciałeś mi kiedykolwiek to powiedzieć?
Milczał.
- Zajebiście. – Pokręciłam z rozbawieniem głową. – Zapewne nigdy bym się nie dowiedziała.
-Nadal sądzę, że to nie twoja sprawa. – Powiedział delikatnie.
- Oh, dobrze. Moja przeszłości to też nie twoja sprawa. – Powiedziałam, szybko wstając i udałam się do innego pokoju, a dokładniej mówiąc do pokoju Kate.
 Zamknęłam drzwi na klucz. Byłam pewna, że w pewnym momencie Justin tu przyjdzie. Jeszcze nie teraz, ale przyjdzie. Westchnęłam głośno.  Nie wiedziałam, co myśleć. Może jednak za raptownie postąpiłam? Może jednak to nie moja sprawa?
Odepchnęłam te myśli na bok. Był moim narzeczonym, miała pieprzone prawo do wiedzy o nim, o jego przeszłości. Jeśli naprawdę chce mnie poślubić, będzie musiał porządnie się zastanowić.
Z dużym westchnięciem, opadłam na miękkie łóżko. Pachniało Kate. Tak samo, jak na początku łóżko moja i Justina.  Miałam chyba zbyt wielką cierpliwości do osoby Justina. Każda inna dziewczyna odpuściła by, już jakby pojawiła się Kate lub wytoczyła jej wojnę. Ale nie ja. Ja jestem zbyt słaba, nieśmiała i to mnie chyba zabijało.
Przeanalizowałam jeszcze raz w głowię kłótnię. Byłam strasznie odważna i pyskata jak na mnie. Wpływ Justina i Kate działał. Przez nich zaczęłam mówić to, co myślę, być bardziej pewna siebie, bluźnić… Można by wymieniać do jutra, ale  i tak wniosek jest jeden. Zmieniłam się. I to jak cholernie.  
Przeczesałam lekko włosy palcami. Nie miałam, co ze sobą zrobić, a tak naprawdę mój mózg był niezdatny do czegokolwiek. Miałam wręcz wrażenie, że z minuty na minutę przybywało mi myśli, od których powoli pękała mi głowa. Ale jedna pojawiała się najczęściej.
Co ja mam teraz zrobić?


Usłyszałam ciche pukanie, kiedy właśnie kończyłam oglądać kolejny odcinek jakiegoś badziewnego serialu. Nie odzywałam się. Miałam wrażenie, że jest to Justin, a on był na razie osobą, której nie chciałam widzieć. Moje marzenie spełni się, ponieważ za jakieś czternaście godzin będę w drodze do Pittsburgha. Nie będę go widzieć calutki tydzień, tyle mi  wystarczy. Westchnęłam głośno, gdy usłyszałam ponowne pukanie do drzwi.
- To ja, Mich wpuść mnie. – Przemówił głos Kate zza drzwi. – Chyba mam prawo wejść do własnego pokoju. – Mruknęła lekko zirytowana.
Wstałam leniwie i niechętnie z łóżka, po czym podreptałam do drzwi, powoli je otwierając. Kate jeszcze nie zdążyła przyswoić faktu, że drzwi zostały otworzone, a już była wciągnięta przeze mnie do pokoju.
- Masz mi powiedzieć, o co się pokłóciłaś z Justinem. – Powiedziała prosto z mostu, krzyżując ręce na piersi.
- To Justin ci nie powiedział. –Jęknęłam, wracając z powrotem na łóżko.
- Tak jakby powiedział, ale chcę to usłyszeć od ciebie. – Powiedziała, podążając za mną.
- Zrobiłam mu kłótnię o to, że nie powiedział mi o tym, że miał mieć dziecko oraz o to, że uważa, że to nie moja sprawa. – Wymamrotałam, przytulając do siebie poduszkę.
            Kate spojrzała na mnie, po czym głośno westchnęła.
            - Justin jest najbardziej skomplikowaną osobą, jaką znam. – Zaczęła. – Uwierz mi, nie żartuję. – Skrzywiła się. – Najwidoczniej uważał, że nie powinno cię interesować jego przeszłość. – Spojrzała się na mnie. – Nie popieram jego zdania. Wiesz, kiedyś by ci to powiedział, w jakimś najmniej spodziewanym i absurdalnym momencie.
            - Czyli? – Spytałam się zaciekawiona.
            - Wyznał mi miłość na pogrzebie mojej babci. – Spojrzała się na mnie sceptycznie.
            - Och.  – Mruknęłam. – Przykro mi, no ten.
            - To był najdziwniejszy dzień ever. – Pokręciła głową. Po czym przeniosła wzrok na mnie. – Możliwe, że Justin też by powiedział to tak nagle.
            - Albo w ogóle. – Dodałam cicho.
            - Nie myśl tak. – Zmarszczyła brwi. – Może nie jest on najnormalniejszym chłopakiem na świecie, ale hej! Kocha cię, ja to wiem. – Odparła dumnie.  – To może wyjdziesz stąd i pogodzisz się z chłopakiem, z którym nie będziesz się widziała tydzień? – Spytała z nutką nadziei.
            - Ale to on powinien przeprosić. – Stwierdziłam.
            - Siedzi w waszym pokoju, a ty możesz tam po coś wejść. Jeśli będzie chciał przeprosić, zaatakuje cię na wejściu. – Mruknęła. – No już, ruszaj swój tyłek, bo ja nie będę przez tydzień wysłuchiwała o tym, że zmarnowałaś czas, którym mogłaś spędzić z nim, na leżenie w moim łóżku. – Spojrzała się na mnie wyczekująco.
            - Ugh, niech ci będzie. – Jęknęłam, powoli wstając. – Muszę? – Spojrzałam się na nią błagalnym wzrokiem.
            - Musisz. – Odparła niemal od razu. – Albo wyjdziesz sama albo cię stąd wyniosę. – Powiedziała poważnie. No cóż, potraktowałam to poważnie. Wstałam z łóżka, czując lekkie zmęczenie ciała od długiego leżenia. W końcu przeleżałam całe popołudnie i zapewne jedną czwartą wieczora. Podreptałam do drzwi, które powoli otworzyłam. Posłałam jeszcze ostatnie spojrzenie w stronę Kate i oficjalnie przekroczyłam próg pokoju. Teraz musiałam dojść na drugi koniec korytarza.
            Nawet nie zorientowałam się, kiedy moja dłoń spoczęła na klamce od naszego pokoju.
            Wdech. Wydech. Dasz radę. Michelle.
            Zebrałam się  w sobie, naciskając na klamkę. Poczułam jak drzwi puszczają pod moim ciężarem.  W końcu weszłam do środka z wysoko uniesioną głową.
Nie było go.
Zmarszczyłam brwi, już myślałam, że gdzieś poszedł, gdy jak na zawołanie usłyszałam jak włącza prysznic. A jednak jest.
Przygryzłam dolną wargę bijąc się z myślami. Iść do niego czy nie? Część mnie, która nazywała się pożądaniem kazała wręcz pobiec do niego, byle poczuć jego dotyk. Jednak druga część mnie o nazwie rozsądek, kazała zostać tutaj. No, bo co jeśli on mnie odrzuci? Wejdę mu pod prysznic, a on najnormalniej w świecie wyrzuci mnie stamtąd lub sam ucieknie?
Pokręciłam głową, jakby to miało pomóc w pozbyciu się niechcianych myśli. Raz kozie śmierć. Wzięłam się na odwagę, przecież zaszłam już daleko, i weszłam do łazienki. Justin stał tyłem do mnie. Idealnie.
Zaczęłam się szybko, ale cicho rozbierać, kładąc kupę ubrań na jego.  Powoli odsunęłam szklaną szybę, wślizgując się do środka, po czym ją zamknęłam. Spojrzałam się na Justina. Oparł jedną rękę na ścianie, a na niej czoło. Jego ciało drżało, ale na pewno nie pod wpływem zimna, ponieważ w kabinie prysznica było wręcz gorąco. On płakał.
Nie zważałam na fakt, iż kompletnie pomoczę sobie włosy. Powoli podchodziłam do Justina, aż dzielił nas z jeden centymetr. Owinęłam ramiona wokół jego pasa i pocałowałam lekko rozgrzaną, mokrą skórę na plecach. Czułam, jak chłopak na chwilę się spoił, lecz z czasem zaczął się rozluźniać.
- Shhh… - Wyszeptałam, chcąc żeby się uspokoił.
Nie wiem, czy to właściwie działało. Justin nigdy przy mnie nie płakał, możliwe, że on nigdy przy nikim nie płacze. Biorąc pod uwagę fakt, iż nadal stał tyłem do mnie, przekonywałam się, że mam rację. Justin coraz rzadziej smarkał, aż w końcu odwrócił się do mnie przodem. Jego przekrwione oczy, spojrzały się w moje. Samej zachciało mi się płakać. Chciałam przytulić się do niego i płakać razem z nim.
Nie odzywaliśmy się do siebie. Staliśmy, wpatrzeni w swoje oczy, obmywani przez ciepłą wodę. Wtuliłam się w ciało chłopaka, nie mogąc już dłużej znieść pustki, jaka panowała w jego spojrzeniu. Jakby nic nie czuł, co przyprawiało mnie o dreszcze. Po chwili, jakby się wahał, owinął ramiona wokół mojej talii, wtulając się we mnie.
- Chciałem żeby się urodziła. – Wychrypiał. – Po prostu chciałem stworzyć normalną rodzinę… - Zamilkł.
Następne dziesięć minut, pół godziny, a może nawet godzinę, staliśmy pod nurtem ciepłej wody, przytuleni do siebie. Żadne z nas nie ruszyło się nawet na milimetr. Justin miał oparty podbródek o moją głowę, zapewne myślał i był wpatrzony gdzieś swoim pustym wzrokiem. Pewnie był myślami z Jaylin. Wyobrażał sobie życie z nią, czy inaczej mówiąc beze mnie. Osoba za osobę. Natomiast ja cały czas wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Nie było może ono równomierne, lecz nadal sam dźwięk był magiczny.
- Wychodzimy? – Usłyszałam cichy głos Justina, lecz nadal zachrypnięty od płaczu.
- Tak. – Pokiwałam głową i złapałam go za dłoń. Szybko wyłączyłam wodę i wyszliśmy spod prysznica. Kiedy szybko się przygotowaliśmy do spania, położyliśmy się do łóżka, nie zamieniając ze sobą więcej niż pięciu zdań.
Resztę wieczory spędziliśmy nietypowo, ale podobał mi się on. Cały czas wtuleni w siebie wpatrywaliśmy się w swoje twarze, jakbyśmy mieli się zobaczyć ostatni raz się zobaczyć w cały swoim życiu. Co jakiś czas składaliśmy delikatne pocałunki na swoich ustach. Całe nasze pożądanie, które czasem wydawało się być podstawą naszego związku, znikło. Została tylko miłość i uwielbienie. Szczerze, nawet nie wiem, kiedy usnęliśmy.

Kiedy tylko zadzwonił budzić, razem z Justinem, jak na zawołanie, jęknęliśmy w proteście tak wczesnego wstawania. Nasze organizmy były przyzwyczajone do wstawania o godzinie najwcześniej dziewiątej, a tu była szósta rano. Dokładnie dwie godziny zostały mi do mojego wyjazdu, a ja nawet nie byłam spakowana. Wtuliłam się w ciepłe ciało Justina. Nie chciałam wstawać. Nikt nie chciał.
- Wstawać. – Usłyszałam krzyk Kate, która znikąd wzięła się w pokoju. Justin narzucił na nas kołdrę, tak że zakrywała nam twarze i kompletnie zignorował brunetkę.
Warknięcie Kate rozprzestrzeniło się po całym pokoju, kiedy perfidnie zrzuciła z nas kołdrę. Zimne powietrze owinęło nasze ciała, aż się wzdrygnęliśmy.
- Mam pójść po wodę? – Spytała się, zapewne uśmiechając się. Musiała się uśmiechać.
- Kurwa Kate, ja ci kiedyś coś zrobię. – Wymamrotał Justin.
- Mówisz tak od zawsze. – Założę się, że wywróciła oczami. – Pobudka.
- No już, już. – Jęknęłam lekko, otwierając oczy. Następnie podniosłam się do siadu.
- Zostawiam was samych, ale nie uśnijcie. Proszę was. – Westchnęła i opuściła pokoju.
- Wstajemy, Justinku. – Wyszeptałam chłopakowi do ucha, całując je w tym miejscu. Następnie szybko zgramoliłam się z łóżka.
Poranna toaleta, śniadanie i pakowanie się szły mi  nadzwyczaj dobrze. Miałam jeszcze dziesięć minut na słodkie i już tęskne pocałunki z Justinem. Kiedy przyszedł czas mojego wyjazdu miałam wrażenie, że wręcz mnie nie puści. Jakby się czegoś bał, tylko czego? W końcu będę pod skrzydłami Kate.
Nie ma się czego bać, co nie?
- Muszę zatankować auto. – Mruknęła Kate, kiedy jeździłyśmy po mieście Stratford. Nigdy nie byłam i nawet podobało mi się to miasteczko.
- Okej. – Przytaknęłam.
Tak naprawdę nie zauważyłam, kiedy znalazłyśmy się na stacji benzynowej. Kate żwawo szło tankowanie, zapewne lepiej niż mi. Szybko napełniła bak i poleciała zapłacić za paliwo. W tym samym czasie, jakiś blondyn, ale niezwykle przystojny, podszedł do okna od mojej strony i zapukał. Spojrzałam się na niego, a on pokazał, żebym wysiadła, co uczyniłam. Zamknęłam za sobą drzwi i już chciałam się odwrócić do blondyna, kiedy nagle rozbolała mnie głowa. Był wręczy ból nie do wytrzymania z tyłu głowy. Świat zaczął wirować, a po nim nastała ciemność…


Od autorki:
Bardzo was przepraszam, jestem do bani, ale wybaczcie, nie nakręcacie mnie komentarzami. Potrafiliście dojść do ponad 60, a tu marne 59, bo um… miesiącu? Nawet dwóch, chyba.  Potrzebuję świadomości od was, że to czytanie, proszę… Dzięki temu wpadnę w stary rytm. Pomożecie mi?


Z informowanych usunęłam:
@rcovryjelena
@pitat22
@jusfecto
@Kinia_G_

56 komentarzy:

  1. Jezu ! Genialne ! Już się nie mogę doczekać kolejnego xx
    Kocham to opowiadanie!
    Matko, co teraz będzie ???
    Jeju ale się nakręciłam
    Czekam na kolejny xx
    ineedangelinmylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham twojego bloga i tego jak piszesz ale to z komentarzami juz przesada.
    Nie dosc ze kazesz.nam czekac na ten kolejny piekny rozdzial to ilosc kom ci sie nie podoba.
    Czekam na nastepny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogę się przyczepić? Chyba lepiej żeby komentarze miały jakoś a było ich 59 nić np.68 po dwa słowa? A ale jak chcesz:) rozdział super. Ale Mich w ciąży to było by to:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdzial jak zawsze super. Tylko szkoda ze kazesz nam czekac na nie tak dlugo. Ok komentarze sa wazne i moze potrzebujesz ich ale 59 to nie jest malo, a jesli bd po 2 miesiacach dodawac rozdzial bo nie ma komentarzy ,,wystarczajaco duzo" to coraz mnej osob bd komentowac, bo stwierdzi ze tb i tak sie to nie podobaa..://

    OdpowiedzUsuń
  5. ojeeeeej:(( ale mi szkoda Jussa <3:( i wydaje mi sie ze Justin Michalle mniej koocha od Kate :((<33 OMG skonczylas w takim mozecie ugh nie moge sie doczekan nn <3

    OdpowiedzUsuń
  6. weź już nas nie dręcz laska !!! boskie opowiadanie, a ty nowy dodajesz dopiero po ponad miesiącu ! pisz dalej no i wiesz ! BOSKIE !!!! czekam :* <3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG, genialny rozdział! Kocham to opowiadanie <3 Ciekawość zżera mnie od środka co się stanie z Michelle. Jak można przerwać w takim momencie?! c; Z niecierpliwością czekam na XXXII <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Warto czekać na rozdziały... Zajebiste opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczerze??? Justin i Kate strasznie mnie wkurzają. Gdybym była Kate usunęłabym się z ich życia, ale jednak z drugiej strony ich uwielbiam. Mich i Justin są tak bardzo nietypową parą, a zarazem tak wspaniałą. Kocham to opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeprasza,lale musze to napisać..
    Oczekukesz od nas baaardzo dużo komentarzy.. Oley... Ale nastepny rozdział miał byc po 50 komentarzu a nie ..
    .
    .
    A co do tego rozdziału..
    ZAKOCHALAM SIĘ *.*
    Kocham Cię !

    OdpowiedzUsuń
  11. Nareszcie! :)
    Cieszę się, że wreszcie nowy rozdział bo ciągle czekałam czekałam i nic :P
    Myślę, że jeśli będziesz częściej dodawać rozdziały to ludzie też będą chętniej komentować. Jeśli długo nie ma rozdziału to ludzie się zniechęcają. Tak to działa :)

    Rozdział super! Justin płakał buuu :(
    Mimo wszystko podoba mi się bo nie ma za dużo Kate :P W ogóle dziwny jest ten układ. To jakby żyli w trójkącie lol. No ale nic. Czekam co się wydarzy bo końcówka mega ciekawa! :)
    Mam nadzieję, że nie będziesz kazała nam znowu czekać aż tyle na nowy rozdział :P

    Buźka :*
    @ameneris
    <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Może to teraz zaczął się chrzest?

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytam i komentuje ;) ja chce juz ciag dalszy ! <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeju świetne *.* nie moge sie doczekać kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń
  15. JESTEM TU NADAL ! Kochana jesteś wspaniała! nie rezygnuj z tego bo nam nie chce się dodawać komentarzy :c przepraszam ze nie dodaje ich za każdym razem ale wiedz iż wchodze na Twoje opowiadanie prawie 10 razy dziennie bo myśle że dodałaś rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  16. kocham to.I wręcz błagam cie nie rezygnuj z tego nie wytrzymam bez tego bloga codziennie tu wchodzę i sprawdzam czy jest coś nowego. Jesteśmy tu z Tobą i zawsze będziemy pamiętaj o tym shawty :) Jakbyś mogła powiadamiaj mnie na tt o nowych rozdziałach moj tt @pilat22
    kocham cię;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ej no ciekawe co bd dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  18. W koooncu nowy ♥ czekam.na nastepny ^^

    OdpowiedzUsuń
  19. tyle sie naczekałam na ten rozdział, ale było warto! czekam na nastepny xx

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeeejku tyle czekalam. Kocham SSS pisz sweetie jestes Genialna <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Dodałaś kochana ,jak się ciesze. Następny jak najszybciej <333

    OdpowiedzUsuń
  22. Ty mówisz poważnie? Chcesz nas szantażować? Jak nie będzie komentarzy to nie będzie rozdziału? Proszę Cię, to jest śmieszne! Nie dość, że tyle czasu nie było czego czytać to jeszcze masz pretensje, że kilka komentarzy mniej było? Zależy Ci tylko na statystykach? Jak masz pisać z przymusu i przekupstwa to może nie pisz w ogóle :) Śmieszy mnie Twoja postawa. Masz tylu czytelników, tyle wyświetleń, komentarzy... Co jeszcze Ci nie pasuje? Mało Ci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezuu.. o co ci chodzi?! Dziewczyna się stara i jak widzi, że jej statystyki spadają no to się martwi?! I to nie jest żaden szantaż... widzę, że za dużo ff to nasz anonim nie czyta bo jest wiele takich, gdzie dodają rozdział za komentarze.. -.-
      @yepibelieve

      Usuń
  23. Co to za blondyn? Świetny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  24. jeju cudowny rozdział, warto było czekać *.*
    już nie mogę doczekać się następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  25. Nareszcie nowy tyle czekałam ; )ale warto było.Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  26. Świetnie piszesz, rozdział wspaniały kochana <3
    Życze dużo weny i do następnego :)

    ( http://tattooed-life.blogspot.com/ )

    OdpowiedzUsuń
  27. Skarbie masz wielki talent. opowiadanie jest naprawdę ciekawe. dziękuję że piszesz mam nadzieję że wróci wena. kocham cie @Another_Chance_

    OdpowiedzUsuń
  28. genialne !!! kurcze czemu w tym momecie koniec ? dlaczego mi to robisz ? :(
    nie moge sie doczekac <3

    OdpowiedzUsuń
  29. To jest super, strasznie ciekawe! Dodawaj częściej :*

    OdpowiedzUsuń
  30. Nawet nie wiesz jak się jaram *.* to opowiadanie stało się tak wielką częścią mojego życia, że żyję tylko od rozdziału do rozdziału.. czasami nawet wpadam w panikę, że ze względu na te durne komentarze chcesz nas zostawić a wtedy to ff śni mi się po nocach. Jeszcze nigdy tyle nie napisałam w komentarzu co oznacza tylko jedno.. to musi być.... w sumie to jest świetne i mam nadzieję, że pomysłów Ci nie zabraknie.. <3
    @yepibelieve ♥

    OdpowiedzUsuń
  31. Wybacz, że to pisze ale jeżeli wg cb 59 kom to za mało to spójrz na inne blogi gdzie tych kom jest o wiele mniej i wgl. ja nie chce cie obrażać ani nic po prostu wyrażam opinie. A co do bloga jest super i nie mogę się doczekać co bd dalej. Monika

    OdpowiedzUsuń
  32. Rozdział jest super a nie do bani :D czekam na nn :* zapraszam do mnie : http://come-me-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  33. Hej kochana. :) Mogę wiedzieć kto wykonywał dla Ciebie ten wspaniały szablon? Pisałam już do Ciebie na tt, ale mi nie odpisywałaś a to jest dość ważne. Z ggóry dziękuję. :) x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę świetny. :) Wysłała do Ciebie e-maila z zapytaniem, mogłabyś mi na niego odpowiedzieć? :) x

      Usuń
  34. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wiedziałam, że ten rozdział będzie świetny! Nie będę się rozpisywać, bo moją opinie już znasz :)
    @bizzlus

    OdpowiedzUsuń
  36. Jak dla mnie nawet 40 komentarzy to juz dużo. Bardzo fajny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  37. I oby następny był szybciej

    OdpowiedzUsuń
  38. Zaczęłam czytać, podoba mi się. Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Kocham to Twoje opowiadanie normalnie najlepsze ze wszystkich jakie znam !!!!

    OdpowiedzUsuń
  40. świetny rozdział, dlugo nie było ale rozumiem cię:) życzę i motywacji i weny xx
    @kasq_00

    OdpowiedzUsuń
  41. Rozdział genialny i w takim momencie zakończony. Chcę już następnyyy <3
    http://person-who-changed-my-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  42. Kiedy będzie następny rozdział? ♥

    OdpowiedzUsuń
  43. Charlie to zagubiona dziewczyna z problemami. Pewnego dnia poznaje Justina, tajemniczego chłopaka, który skrywa więcej niż mogła sobie wyobrażać. Obydwoje potrzebują pomocy i wsparcia. Połączyło ich spotkanie na zajęciach w grupie wsparcia. Czy razem odnajdą siebie? http://favorite-song-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  44. To opowiadanie jest świetne, chociaż nie lubię Justina Biebera <3 Wciągnęło mnie na maxa

    OdpowiedzUsuń
  45. PO. CO. WY. DAJECIE. TE. OPISY. TEGO. OPOWIADANIA?! PRZECIEŻ. KAŻDY. WIE. O. CO. CHODZI!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy