sobota, 21 września 2013

Chapter XVI: Disease



Michelle



Nie wiedziałam, gdzie byłam. W moich dłoniach spoczywał pistolet. Przemierzałam powoli wielki pokój, wyglądał jak część starego magazynu. W powietrzu wyczuwalny był alkohol zmieszany z zapachem marihuany. Rozglądałam się na boki w poszukiwaniu żywej duszy. Nikogo nie było.

Nagle ni stąd ni z owąd przede mną stanęła zakapturzona postać. Ubrana była w czarne ubrania, oraz kominiarkę. Jedyne co wiedziałam o niej, to fakt, że była ode mnie o głowę wyższa oraz posturą przypominała mężczyznę. Spojrzałam w oczy napastnikowi, które były niebieskie i puste. Jakby z kamienia.

Podniosłam rękę do góry i odbezpieczyłam pistolet. Już miałam strzelać, kiedy zza moich pleców usłyszałam ukochany przeze mnie głos.

- Michelle! – Zawołał Justin.

         Odwróciłam się w jego kierunku głowę. Stał jakiś metr ode mnie i wyglądał jak zwykle zabójczo. Włosy miał postawione na żel. Ubrał na siebie czarny obcisły T-shirt i tego samego koloru spodnie opuszczone w kroku. Nawet Surpy założył pod kolor. W jego oczach było widać ból.

         - Dlaczego wszyscy są dziś ubrani na czarno? – Spytałam się siebie w myślach.

         Spojrzałam w dół, żeby zobaczyć w co, byłam ubrana. Moim oczom ukazał się pocięty czarny top oraz tego samego koloru szorty. Westchnęłam.

         - Michelle! – Znów usłyszałam głos Justina.
         Spojrzałam w jego stronę, ale on nie patrzył się na mnie, tylko z przerażeniem na coś, co było za mną. Zakapturzona postać. Odwróciłam się przodem do napastnika, ale nagle zgasło światło. Usłyszałam huk od strzału, ale nic nie widziałam.
         - Michelle. Nie, proszę. – Justin krzyczał w kółko.
         - Jesteś zabójcą. – Mówił jakiś damski głos.
         - Ze mną nie wygrasz. – Odezwał się głos męski.

...

         Obudziłam się z krzykiem. Byłam oblana zimnym potem, a moje ciało było gorące. Próbowałam uspokoić oddech, ale nie wychodziło mi to najlepiej.  Na dworze zaczęło już świtać, więc na szczęście, nie otaczała mnie ciemność.
         To był tylko zły sen.
         - Michelle? – Usłyszałam zaspany głos Justina, który usiadł obok mnie. Podskoczyłam wystraszona. – Wszystko w porządku?
         - Tak. – Szepnęłam. Spojrzał się na mnie z troską wypisaną w oczach. – To był tylko zły sen.
         - Dobrze. – Mruknął i złapał moją dłoń. – Jesteś strasznie zimna. – Zmarszczył brwi.
         - Jak to możliwe, że jestem zimna, jak czuję się jak rozpalony piec.
         Spojrzał się na mnie z lękiem w czekoladowych tęczówkach i przyłożył mi swoją zimną dłoń do czoła. Rozszerzył oczy.
- Jesteś rozpalona. – Mruknął z nutką przejęcia w głosie. – Idź pod ciepły prysznic… a i weź ze sobą świeże ubrania. Jak już do zrobisz wróć od razu do łóżka. – Rozkazał mi stanowczym tonem głosu i wstał z łóżka.
         - A ty gdzie idziesz? – Powiedziałam słabym głosem.
         - Po termometr oraz coś ciepłego do picia. – Odpowiedział mi i zniknął za drzwiami pokoju. Delikatnie i powoli wstałam z łóżka i poszłam w stronę szafy, a następnie do łazienki. Bolała mnie każda kość, chociaż nie miała za bardzo powodu do tego. Spojrzałam w lustro. Miałam kręgi pod oczami, twarz była blada, a oczy zaszklone.
         Jestem na sto procent chora.
         Rozebrana szybko wskoczyłam pod prysznic. Nie miałam za bardzo siły i ochoty na jakieś półgodzinne mycie, więc od razu jak poczułam się świeższa, wyszłam z kabiny. Pomimo gorącej wody, która obmywała moje ciało, skóra pod dotykiem była zimna.
          Przebrana w świeże ubrania dowlekłam do łóżka i schowałam się pod kołdrę. Tak słabo w życiu się nie czułam. Kichnęłam. Powoli dostawałam kataru, a w gardle w ciągu tego czasu od wstania, wyrobiła się gula. Drżąc z zimna opatuliłam się jeszcze bardziej. Czekałam na blondyna, który miał wrócić z ciepłym napojem.
         Daj Boże, żeby to była herbata z miodem.
         Cały czas po głowie chodził mi mój sen. On musiał coś znaczyć. Był taki… realistyczny.
Czyżbym miała w przyszłości naprawdę żyć w gangu? Do tego dochodziło dziwne ciepło na sercu, kiedy Justin wypowiedział moje imię w śnie. Czy ja go kocham? Nie, to nie jest możliwe. Z każdym wypowiedzianym słowem boję się, że go urażę i coś mi zrobi.
Chyba nie można kochać kogoś i się zarazem go bać, co nie?
Z moich rozmyślań wyrwały mnie kroki Justina, który właśnie wszedł do pokoju z potrzebnymi rzeczami. Podał mi gorący kubek, na którego widok już było mi cieplej.
- Herbata z imbirem i miodem dla pięknej pani. – Powiedział z zmartwionym głosem. – Boli cię coś?
- Wszystko. – Mruknęłam. – Najbardziej gardło daje się we znaki.
- Schowaj go pod pachę. – Podał mi stary termometr.
- Myślałam, że będziesz miał już elektryczny. – Szepnęłam bardziej do siebie niż do niego.
- Ciesz się, że w ogóle mam ten. – Wskazał palcem na urządzenie. – Wiesz… my tak często nie chorujemy.
- Okej. – Szepnęłam. Schowałam termometr w odpowiednie miejsce pod moją pachą. Siedzieliśmy w ciszy, dopóki nie przyszła mi do głowy pewna myśl.
- Gdzie są wszyscy inni? – Spytałam.
- Powiedziałem im, żeby spali gdzie indziej, dopóki nie oswoisz się z tymi wiadomościami. Na razie tylko mi wybaczyłaś… Pomyślałem, że będziemy robić małe kroczki.
- Okej. – Mruknęłam. Upiłam łyk herbaty, która była ukojeniem dla mojego gardła. – Dziękuję.
- Za co? – Spytał Justin słodko marszcząc brwi.
- Za herbatę.
- Nie ma za co. – Usiadł obok mnie. – Moja mama robiła mi to do picia, kiedy byłem chory.
- Moja szła do lekarza ze zwykłym kichnięciem.
- To dlatego jesteś taka krucha. – Zachichotał.
- Ej…  - Mruknęłam i odstawiłam kubek na szafkę nocną. Udając obrażoną odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku od niego.
- Nie złość się piękna. – Szepnął mi do ucha, a po moim ciele przeszły dreszcze.
Nazwał mnie piękną, kiedy wyglądam jak gówno?
- No weź… Bycie kruchą nie jest złe… jest słodkie. Mega słodkie. – Mruknął mi do ucha.
- I ja mam ci wierzyć? – Spytałam się odwracając głową w jego stronę.
- A dlaczego nie? – Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie sądzę, że bycie kruchą jest słodkie… raczej…. – Szukałam odpowiedniego słowa, ale na nic.
- No widzisz, to jest słodkie, nawet lepiej, seksowne. – Zachichotałam cicho, pomimo bólu gardła. – No co? Twoja kruchość mnie podnieca.  – Mruknął seksownie.
- Ty zboczeńcu jeden. – Powiedziałam marszcząc brwi.
- Jestem przecież facetem. – Oburzył się.
Siedzieliśmy tak przez dłuższą chwilę w ciszy. Każde z nas było pochłonięte własnymi myślami. W tym czasie zdążyłam już wypić swoją herbatę. Co chwilę zerkałam w stronę Justina, a on w moją, jakbyśmy chcieli coś powiedzieć, ale się baliśmy.
- Pokaż mi ten termometr. – Przerwał ciszę. Grzecznie podałam mu urządzenie. – Wow… 38 i 7. Nie za dobrze. – Odłożył termometr na szafkę. – To od teraz leżysz w łóżku.
- Nie. – Jęknęłam zakrywając się kołdrą.
- Albo będziesz grzecznie leżeć albo będę musiał zastosować specjalnych metod. – Powiedział poruszając łobuzersko brwiami.
- A jakie to sposoby? – Spytałam się niewinnie.
- Zobaczysz. – Mruknął. – No więc co chcesz robić?
- Obejrzałabym coś. – Powiedziałam po chwili namysłu.
- A co?
- Jakąś komedię. – Powiedziałam z nadzieją.
- Idę poszukać coś u Maxa w pokoju. – Mruknął niezadowolony i wstał z łóżka.
- Czekaj. – Zatrzymałam go. – Max ogląda komedie?
- Tak i to te romantyczne. On jest lepszym romantykiem ode mnie. Czasami zastanawiałem się, czy przypadkiem nie jest gejem, ale nic na to nie wskazuje. – Odparł beztrosko, co wywołało u mnie śmiech. – Zaraz wracam.
Długo nie zajęło mu szukanie, ponieważ chwilę później przyniósł pudło z płytami. Zastanowienie się nad doborem filmu było naprawdę trudne. Wreszcie po dłuższej chwili, wybrałam „Druhny”.
Justin odebrał z moich rąk płytę i podszedł do dvd, którego wcześniej nie zauważyłam. Z pilotem w ręku położył się obok mnie na łóżku. Kliknął jakiś przycisk, a ekran ożywił się. Szybko wślizgnął się pod kołdrę.
- Chodź tu. – Mruknął przyciągając mnie bliżej.
- Justin zarazisz się. – Jęknęłam.
- Ja nie choruję. - Stwierdził. – A nawet jeśli mogę zaryzykować. – Odparł beztrosko. – Chodź tu, do mnie.
- Naprawdę chcesz się zarazić? – Spytałam się z niedowierzaniem.
- Chcę cię przytulić, a jeśli z tym idzie milion zarażenie się, to mogę zaryzykować. – Posłał mi swój idealny uśmiech.
- Niech ci będzie. – Mruknęłam i przysunęłam się do niego jeszcze bliżej. Objął mnie ramieniem w talii, a twarz schował w moich włosach. Poczułam jak jego usta obiły się o moją głowę. Starałam się ignorować jego ruchy i skupiłam się na filmie.
Po jakieś godzinie postanowiłam sprawdzić, czy Justin nadal ogląda film. Odwróciłam lekko głowę i zauważyłam śpiącego chłopaka opartego o moją głowę. Wyglądał naprawdę słodko. Niestety, musiałam go obudzić, żeby sobie czegoś nie zrobił.
- Justin. – Powiedziałam cicho i potrząsnęłam jego ramieniem.
- Hm… - Mruknął w odpowiedzi i otworzył oczy. – Co się stało?
         - Usnąłeś w czasie filmu. – Odpowiedziałam.
- Okej. Jestem dalej śpiący. – Odparł. – Może się jeszcze prześpię.
- Okej. 
Chłopak odsunął się ode mnie tylko po to, żeby położyć głowę na mojej klatce piersiowej. Owinął wokół mnie obydwa ramiona i wtulił się całym ciałem, jakbym była misiem. Uśmiechnęłam się na widok słodko leżącego Justina. Jedną ręką zaczęłam głaskać jego plecy, tak jak zawsze robiłam to Mattowi, a drugą położyłam na jego włosy. Kiedy usłyszałam mruknięcie pochodzące od chłopaka, od razu zaprzestałam swojej działalności.
- Nie przestawaj. – Wymamrotał śpiąco.
Uśmiechnęłam się i wróciłam do głaskania go. Przypomniałam sobie o filmie, więc zwróciłam całą moją uwagę na ekran.

...

Otworzyłam oczy i rozejrzałam po pomieszczeniu. Justin dalej był wtulony w moją pierś, a ekran telewizora pokazywał panel startowy filmu.
Usnęłam przy filmie. Brawo Michelle.
Spojrzałam się w dół na słodko śpiącego Justina. Szczerze mówiąc, jakby ktoś nas obserwował, powiedziałbym, że jesteśmy parą. Chłopak miał wtuloną głowę w moją pierś, mocno się do mnie przytulając. Ja jedną ręką obejmowałam jego tłumów, a drugą trzymałam na jego policzku.
Jak słodko. Wyglądamy jak zakochani.
Wróciłam myślami na ziemię. Przecież nic nas nie łączy. Nawet jeśli bym chciała, to wydaje mi się to niemożliwe.

        
         Justin

         Otworzyłem i zamknąłem oczy, ponieważ nie przyzwyczaiłem się jeszcze do jasnego światła. Wreszcie się wyspałem, po porannej pobudce Michelle. Poczułem jak czyjaś dłoń leży na moim policzku, a kciuk gładzi go wywołując przyjemne ciepło. Druga zaś wędrowała w górę i w dół wzdłuż moich pleców.
         Było mi tak dobrze. Dawno nie miałem tak przyjemnej pobudki. Postanowiłem sprawdzić, czy na pewno Michelle jest jej sprawczynią. Z powrotem otworzyłem oczy i przesunąłem głowę wraz ze wzrokiem w górę. Na moją twarz wpełzł uśmiech, kiedy ujrzałem jej niebieskie tęczówki.
         - Dzień dobry. – Mruknąłem. Dziewczyna wystraszona szybko odsunęła ode mnie dłonie. Zdążyłem jeszcze złapać tą, która była na moim policzku. Przysunąłem ja sobie do ust i ucałowałem jej wewnętrzną stronę. Następnie położyłem ją na miejscu, w którym była wcześniej. Przez cały ten czas utrzymywałem kontakt wzrokowy z Michelle.
         Dziewczyna wyglądała na zmieszaną sytuacją. Słodkie rumieńce zdobiły jej policzki.
         - Dzień dobry. – Szepnęła.
         - Jak się czujesz? – Spytałem się, troskliwie pocierając jej dłoń.
         - Lepiej, ale nie pogardziłabym twoją herbatką. – Powiedziała i posłała mi najsłodszy uśmiech jaki dotychczas widziałem.
         - Rozumiem, że ja mam ci ją zrobić? – Spytałem się z głupim uśmiechem wymalowanym na twarze, który w dodatki nie chciał zejść.
         Co ta dziewczyna ze mną robi?
         - Tak. –Mruknęła cicho.
         - Dobrze. – Podniosłem się z jej brzucha i oparłem na rękach, tak, że dziewczyna leżała pode mną. – Zrobię ci herbatki, ale pod jednym warunkiem.
         - Jakim? – Spytała niewinnym głosem.
- Całus. –Pochyliłem się nad nią z łobuzerskim uśmiechem. – W usta.
Dziewczyna wyglądała na zmieszaną, więc postanowiłem sam zadziałać jako pierwszy. Powoli zawężałem odległość między naszymi ustami, aż wreszcie spotkały się. Była słodka jak miód.
Niestety, Michelle położyła dłoń i na moim torsie i odsunęła mnie tak, że stykaliśmy się nosa.
- Najlepsza pobudka w życiu. – Szepnąłem seksownie się uśmiechając.
         Wstałem z łóżka i powędrowałem do drzwi, w ostatniej chwili odwróciłem się w kierunku Michelle posyłając jej uśmiech i zniknąłem jej z pola widzenia.
Od wczorajszych wydarzeń wiedziałem jedno.
Jest coś w tej dziewczynie, co mnie przyciąga.
Coś, co powoduje uśmiech na mojej twarzy.
Coś, co powoduje, że chcę ją trzymać w moich ramionach do końca świata.
Coś, co powoduje, że pragnę ją całować cały czas, bez przerwy. 


No, I just wanna hold ya

Give a little time to me or burn this out
We’ll play hide and seek to turn this aruond
And all I want is the taste that your lips allow

My, my, my, my, oh give me love
My, my, my, my, oh give me love
My, my, my, my, give me love

Give me love like never before
‘Cause lately I’ve been craving more*

_________________________________________
Hej. No i się porobiło. Powoli "miłość" zaczyna kwitnąć. Rozdział jest hm... nie długi, ale do krótkich też nie należy. Taki trochę na osłodę życia. Dopadł mnie katar... więc moje myślenie jest wyłączone, a jednak napisałam te 5 i 3/4 strony A4.
Zapraszam was do mojego całkowitego autorstwa bloga: Right Now *klik*
Opowiada o Justinie i Brooklyn. Taa... Podobne imiona jak w BRONX  tylko zupełnie inna historia, nazwiska i postacie... tak jakby.
Oczywiście nie myście, że was porzucę to tylko normalny przypływ najrozmaitszych pomysłów w mojej głowie. 
Następny rozdział w czasie 3-4 dni po osiągnięciu 20 komentarzy pod rozdziałem. 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ
agatas99


21 komentarzy:

  1. świetny!!! Bardzo mi się podoba.. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeez ! Dawaj szybko kolejny bo nie wyrobię ;c
    Ale się robi słodko awww *.*
    Czekam na rozdział XVII !
    Zapraszam do siebie na http://following-liars.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super !!! Kolejny szybko !

    OdpowiedzUsuń
  4. a co mam zrobić jak nie mam konta google ? xdddd słodziarki rozdział ! dużo weny 1 :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Omfg, czekałam tak niecierpliwie i wreszcie jest! Taki słodki aww, fantastyczny. Czekam aż ich miłość jeszcze bardziej rozkwitnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. super , czekam na nastepny ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. mega <33 oni są tacy słodcy *.* czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  9. Super rozdział . Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  10. genialny :) czekam na następny z niecierpliwością! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Proszę dan nn :C Nie znęcaj się XD suuuuuper rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Niech ta ich miłość kwitnie i kwitnie!
    Rozdział świetny!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy